niedziela, 31 stycznia 2010
Za oknem straszna zimna przyprawiająca tylko o ból głowy i depresję... i tak się ostatnio czuje. Głowa pęka i jakoś chęci do wszystkiego brak. Najchętniej zaszyłabym się pod kołdrą na cały dzień, ale nie da się - niestety.
U nas nic nowego. Trzymam się jeszcze jakoś, ale czuję, że wielkimi krokami zbliża się godzina "0" :) Nie mogę chodzić, nie mogę siedzieć, jedynie pozycja leżąca z uniesionymi w górę nogami jest do wytrzymania. Pocieszam się jednak, ze już bliżej niż dalej. W środę idę do lekarza, to okaże się jak długo jeszcze :)
I z każdym dniem nie mogę napatrzeć się na Maciusia. Tak wydoroślał w moich oczach, stał się strasznie samodzielny. Gdyby nie to, że muszę robić mu jedzonko, to chyba nie potrzebowałby w niczym mojej pomocy. Z jednej strony mnie to cieszy, ale z drugiej martwi :) Mam nadzieję, że gdy urodzi się Maja nadal będzie mi tak we wszystkim pomagał i będzie takim troskliwym facecikiem jak jest teraz: "Kuje za obiad", "Posie podaj", "Śpij, będę citał"... i wiele jeszcze innych wzruszających mnie do łez zachowań, gestów, tj. Jego cieplutkie łapki przeczesujące każdego ranka moje włosy, ciągłe buziaki, przytulanki, wesołe oczka, gdy razem się bawimy...ach... jak miło porozpływać się nad własnym dzieckiem :) Puki co, "bunt dwulatka" nas chyba ominął, żadnych krzyków, demonstracyjnych zachowań nie odnotowaliśmy :) Odpukać, zobaczymy co stanie się po narodzinach Mai, kiedy to zacznie nasz Pierworodny walczyć o swoje terytorium :)
Buziaczki!
To kolejnego, wirtualnego spotkania! :)
sobota, 09 stycznia 2010
Jestem zmęczona i fizycznie i psychicznie...ciągłe pobyty w szpitalu naprawdę działają frustrująco... Maja pcha się na świat z całych sił, czasem bardzo boleśnie. Od wtorku skurcze, trzymały cały dzień, i noc, i środowy poranek. Wybrałam się do lekarza, bo ból był niemiłosierny i okazało się, że Maja jest już o kolejny centymetr bliżej, do przejścia na drugą stronę brzuszka....Alarm podniesiony, Pan Inżynier musiał wziać urlop by zająć się pierworodnym. I to najbardziej mnie martwiło, bo tym razem pozbawieni byli jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz w postaci Mamy, czy Teściowej. Leżąc na szpitalnym łóżku widziałam czarne scenariusze o głodnym synu, nieprzespanych nocach obydwóch Panów, bałaganie w domu i... i miło się rozczarowałam....no, może poza nockami, które dla Pana Inzyniera nie były lekkie ;)
Dzsiaj po powrocie zastałam wysprzątane mieszkanie, dziecko zadowolone, nawet się okazało, ze Pan Inżynier potrafił zrobić synowi zupę, co poprostu zwaliło mnie z nóg :)
Order za dzielność! - I mam wrazenie, że dopiero teraz Pan Inzynier docenia jak wiele zajeć w domu ma kobieta :)
Jeśli bedę musiała spędzić ponownie kilka dni w szpitalu bedę spokojniejsza, bo wiem, że chłopaki dadzą sobie radę....
Pozdrawiam wietrznie!
Buziaki
poniedziałek, 04 stycznia 2010
Wszytskiego najlepszego w Nowym Roku!
Nie piszę, bo i nie czuję się najlepiej...Maja uparcie pcha się na świat... Z tego powodu leżałam kilkakrotnie w szpitalu i już byłam pewna, ze urodzę. Podłączali mi kroplówki, a ja wyłam, bo Maciek w domu, dom na głowie Pana Inżyniera, rozpoczęłam pewien projekt (nic narazie więcej nie napiszę, bo nie chcę zapeszyć ;), a czas mnie goni :) i przez moje nieobecności spowodowane szpitalem znowu mamy nieprzespano-krzyczące nocki. Synek nie schodzi mi z kolan, bo boi się, że znowu mnie nie będzie...
Dobrze, że Mama i Teściowa pomagają nam jak mogą, to obiad ugotują, to Maćkiem się zajmą, albo zabiorą go do siebie na noc, bo ja powinnam leżeć... ale jest to awykonalne...
To 30 tc., lekarz chciałby, abym jeszcze 4 tyg.wytrzymała - łatwo powiedzieć ;)
A tak poza tym, to z synka zrobił się mały pomocnik. Tłumaczymy mu, że Mamusia powinna leżeć, bo źle się czuje, to zrobił się bardzo samodzielny. Zjada śniadanko, czy obiad, odnosi po sobie talerzyk po jedzeniu, wyciera swój stolik i odsuwa na miejsce. Sprząta wieczorem po sobie zabawki, sam się ubiera - z różnym efektem ;) i wciąż pyta - "Boli Mamusię brzuszek"?, gdy odpowiem, że tak, to mówi - "To ja po cichu obejrzę bajkę". Gdy ktoś do nas wchodzi, Maciuś od drzwi informuje - "Mama jest chora i leży. Awa cy abata" (kawa czy herbata)" - mój słodki bąbelek.
Wracam do leżenia. Mam popsuty laptop, a przy stacjonarnym, niezbyt długo wytrzymuję w pozycji siedzącej.
Pozdrawiamy zimowo!
poniedziałek, 28 grudnia 2009
Po Świętach... i dobrze!
Trochę pogubiliśmy się w tej świątecznej gorączce. Na dalszy plan odeszło nasze spokojne, rodzinne życie, prym zaczęła wieść Mama-Zrzęda...
"Nie zdążę posprzątać!, Nie zdążę ugotować!, Co z brakujacymi prezentami?!, Zakupy trzeba zrobić!". Aż w przedświąteczną środę usiadłam i zaczęłam się zastanawiać "Po co to wszystko?!". Wigilię i tak mieliśmy spędzić u moich rodziców, w pierwszy dzień swiąt do teściów, wrócimy zapewne dopiero wieczorem drugiego dnia...STOP! Zostawiłam wszystko, wziełam Pana Inżyniera i Maćka na spacer. Po powrocie zrobiłam wymagane minimum, tak aby w razie niespodziewanej wizyty nie wstydzić się, ze jest bałagan itp. I nastał spokój...W naszym domu i sercach...wszystko wróciło do normy... Wieczorem wypiliśmy z Panem Inżynierem po kieliszku wina, by uczcić zbliżajace się Święta...
W tym roku zabrakło mi w nich aspektu duchowego... czułam się mało świątecznie. Na Wigilii było więcej osób niż zwykle, myślałam, że bedzie dzięki temu weselej, cieplej, rodziniej...i się rozczarowałam. Oczywiscie była uroczysta chwila podzielenia się opłatkiem, czytanie Pisma Św., ale mój ulubiony punkt prawie ominięto, a mianowicie kolędy. U nas w domu zawsze było to kultywowane...w tym roku pojawienie się dodatkowych osób sprawiło, że raptownie wszyscy zaczęli się wstydzić śpiewać....achhhhh....tak jakoś dziwnie...a wyjście na Pasterkę bardziej przypominało ubieranie sie na jakiś bankiet... nie oceniam, kazdy ma własne normy obchodzenia świąt.
Mikołaj był... tylko butów nie zmienił i starsze dzieciaki od razy rozpoznały wujka:)) Maciuś przeszczęśliwy! Od kilku dobrych tygodni mówiłam mu, że to dzień narodzenia Jezusa i przy tej okazji są prezenty. Nauczył się nawet spiewać kolędę "Lulajze Jezuniu" - a raczej wbiłam synkowi to podświadomie w główke, śpiewająć kazdego wieczoru od dwóch lat, to samo :) Według mojego dziecka w szopce jest Pani Bozia, Dzidziuś i Mikołaj ;) No niech mu bedzie, mam jeszcze kilka lat, żeby to wyprostować:) Tak przejety prezentami nie mógł zasnąć prawie do północy...ale jedną noc w roku, jeszcze daruję ;)
Boże Narodzenie w pędzie. U teściów, u jednej babci, u dziadziusia, w domu teściów też sporo gości, zmęczło mnie to. Teście dobrzy ludzie, zostawili sobie Maćka w drugi dzień na noc, a my wrócilięmy do siebie. Odwieźli nam synka w niedzielę, to chociaż spokojnie przespałam jedną noc....
I tak mineła świąteczna gorączka, jeszcze tylko ta cała lodówka zapełniona jedzeniem, na które nikt juz nie ma ochoty...teraz na topie są u nas kanapki z serem :)
Pozdrawiamy zimowo!
czwartek, 10 grudnia 2009
... będzie Maja! :D
Jestem przeszczęśliwa:)
poniedziałek, 16 listopada 2009
My już po imprezie andrzejkowej. Odbyła się wcześniej, ponieważ organizowana była przez firmę Pana Inżyniera, a że chętnych było kilkuset,zorganizowano ją w trzech terminach. Mi najbardziej odpowiadał pierwszy z nich, ze względu na mój powiększający się brzuszek :)
Było rewelacyjnie!
Moje 11.centymertowe szpilki i mała czarna ukrywająca, jeszcze niewielki, brzuszek ( nie żebym się wstydziła, ale męczą mnie ciągłe pytania o płeć, tydzień, imię itp.)- zawsze poprawiają mi humor :) Bawiliśmy się prawie do 4. nad ranem. Wyskakałam się, wytańczyłam za wszystkie czasy :)
Świetne jedzenie, muzyka, towarzystwo...
i wróżki - Cyganki...
W ciemniejszym kącie sali, przy malutkim stoliku siedziały dwie Cyganki...okzało się, że można poznać dzięki nim przyszłość...Potraktowałam to jak zabawę, ale ...
Owa Cyganka pokazała mi talię kart, z których miłam wybrać 3 i pomyśleć życzenie. A że moje myśli oscylują tylko wokół jednego - chcę mieć córeczkę :) - pomyślałam właśnie o tym. Kobieta odwróciła karty i powiedziała, że moje marzenie się spełni. Urodzę córeczkę i dodała, że skoro mam w domu synka, to będzie parka. No i do narodzin Małej skończymy remont, bo zostało niewiele, ale niestety najwięcej czasu problemów będzie w pomieszczeniu z rurami (mamy kłopot z łazienką). Po tym co powiedziała, oczy miałam jak 5.złotówki. Bo skąd ona o tym wiedziała??? Nim do niej podeszłam zastanawiałam się oczywiście ile może wyczytać z mojej postawy, mimiki. Czy będzie opowiadała coś oczekując potwierdzenia, czy będą to stwierdzenia...
W jej głosie nie było nawet momentu zawahania... szok...z pozostałej talii wyczytała rzeczy dotyczące męża, jego pracy, które są prawdą w 100%... Koleżanka, która poszła razem ze mna też oniemiała, gdy Cyganka powiedziała jej, oczywiście zgodnie z prawdą, że nie ma męża, a z obecnym partnerem mają córeczke, że nie zalegalizują związku, że będzie miała w pracy szkolenie i takie tam...
Szok...
To było miłe zakończenie wieczoru... oby przepowiednie się sprawdziły.....:)))
A Maciuś został na noc u teściów. Był grzeczny, spokojnie spał - a tak się o niego martwiłam...
czwartek, 29 października 2009
Bynajmniej nie jest to miłosć do Mamusi i Tatusia, tzn. nas na swój sposób Maciuś też kocha, ale to uczucie jest wyjątkowe:
1) Była z moim synkiem od urodzenia, czekała na niego gdy wróciliśmy ze szpitala, była gdy płakał, kiedy się śmiał. Nigdy się nie rozstają. Jest to swoistego rodzaju uzależnienie. Nic nie jest w stanie jej zastąpić. Gdy jest chory, nie odstępuje jej na krok, gdy wychodzi na podwórko, czy jedziemy samochodem ona zawsze jest w pobliżu. Nie zaśnie kiedy jej nie ma. I choć jest brzydka i najczęściej brudna nie wypuszcza jej z rączek...to Maciusia ukochana poduszka :)
2) Budzi respekt w dorosłym człowieu, a co dopiero w małym chłopczyku. Jest duża, ciężka, robi wrażenie. Mimo swoich gabarytów malutki chłopczyk najchętniej zaciągną by ją do swojego pokoiku i postawił obok łóżka. Fascynacja nią, ogarnęła moje dziecko całkowicie. Piżamki mogą mieć tylko jeden wzrór, a książeczi stały się monoematyczne i jeszcze te codzienne opowieści o losach dzielnej... Przyjaciółki - Koparki:)
3) To najnowasza miłość. Jeszcze swieża, więc może dlatego taka intensywna. Co to się u nas dzieje! Efekty tego uczucia widoczne są w naszym salonie. A raczej nie, nie mamy salonu, wszędzie jest ona. Maciuś walczy uczuciem pomiędzy wszystkimi swoimi miłościami. Nie wie, która jest najważniejsza, bo zazwyczaj występuja zbiorczo. Ta jest największa objętosciowo - ktoś, kiedyś, powiedział, że "kochanego ciała nigdy za wiele", może dlatego ją pokochał:)... Kolejka:)
A co z uczuciem do rodziców? Jeste zaraz za kotkiem prababci i pieskiem babci (tak twierdzi Pan Inżynier) :D
Nie mam kiedy przysiąść do komputera, bo znowu mamy remont i zazwyczaj rano wychodzimy z domu, by Panowie Fachowcy mogli w spokoju pracować. A gdy wracamy późnym płudniem, to robi mi się słabo z nadmiaru kurzu i bałaganu i zabieram sie za porządki, które trwają do wieczora. I już nie mam na nic siły... Maciuś idzie spać, a ja 15 min. później.
I mamy plany na Andrzejki. Pan Inżynier już nie może sie doczekać, bo to impreza z kolegami z pracy. Będę wszyscy Jego znajomi. Andrzejki organizuje zakład pracy w jednej z olsztyńskich restauracji. I wszystko byłoby ok, gdyby nie mój błogosławiony stan :) Ani nie poskaczę, ani nie wypiję, nie mówiąc już o największym problemie....w co ja się ubiorę!? Jak to kobieta chciałabym zrobić wrażenie, a tu....oj, będzie ciężko..hihi :)
Pozdrawiem cieplutko!
czwartek, 22 października 2009
Wyjątkowy był z dwóch powodów:
Po pierwsze - Maciuś skończył wczoraj 2 latka. Jak ten czas szybko leci. Z sentymentem wspominam jego pierwszy ząbek, pierwsze słowo, pierwszy kroczek...a teraz? Teraz to już duży, fajny facecik ;). Pełne uzębienie, niezamykająca się buźka od ciągłęgo mówienia i wiecznie w biegu. Fajny jest i taki samodzielny - co jednak trochę mnie niepokoi ;), bo chciałabym żeby jeszcze pobył takim małym zależyn ode mnie ludkiem...ehhh...
...nie napiszę nic więcej, bo się wzruszyłam....
A po drugie - wczoraj po raz pierwszy poczułam, to delikatne muśnięcie w okolicach żeber! Najpierw tak nieśmiałe, potem coraz silniejsze i utrzymujące się do dziś...teraz dopiero wierzę?, że jest tam malutka, żywa istotka...zapomniałam już jakie to wyjątkowe doznanie...
Co za dzień!
Buziaki!
niedziela, 18 października 2009
Oj, dawno nic nie pisałam, ale i zajęć miałam mnóstwo... już nadrabiam :)
Przeżyłam dzisiaj chwile grozy, których dostarczyło mi moje dziecko :) Byliśmy w supermarkecie po wcześniej upatrzony prezent dla mojej chrześnicy. Maciuś oglądał sobie zabwaki po jednej stronie reagału, ja stałam obok. Po chwili zerkam, a Maćka nie ma. Najpierw pobiegł szukać go Pan Inżynier - "Nie ma nigdzie!!!" - krzyczy przerażony. Umówiliśmy się, że teraz to ja będę szukała, a On zostanie w miejscu, w razie gdyby Maciek wrócił. Biegnę w stronę kas i słyszę komunikat - "Dwuletni Maciuś z kręconymi włoskami i w bluzeczce z lwem czeka na mamę w punkcie informacyjnym". Kamień z serca! Roztrzęsiona rozglądam się za synkiem, patrzę, a on trzyma za rękę panią z punktu informacyjnego i mówi jej - "Mama zaraz pyjdzie". Gdy już trzymałam go w ramionach to rozryczałam się jak głupia. Spuściłam go z oczu na 2 minuty. Okazało się, że przeszedł na drugą stronę regałów i gdy nas nie widział, zaczą szukać. Pobiegł do wyjścia, przeszedł przez bramkę, przy której zawsze stoi ochroniarz i to zainteresowało tego pana, bo dziecko wyszło samo, stanęło i patrząc na osoby wychodzące przez bramki, kilkakrotnie zawołało - "mama". Nikt nie reagował, więc pan ochroniarz stwierdził, że mały się zgubił. Ponieważ Maciek nie chciał z nim iść do p-ktu informacyjnego, ten zawołał Panią, któa w nim mpracuje i je Maciuś powiedział, że nazywa się Maciuś, na palcach pokazał, ze ma 2 lata i dodał, że "Mama pyjdzie". I pyszła....nigdy więcej nie wypuszczę go z tego sklepowego koszyka...W ogóle po co ja go tam zabierałam :///
Ostatnie 2 miesiące były dla mnie i mojeje rodzinki baaardzo stresujące. Musiałam pozamykać sprawy służbowe, żeby spokojeni przejść przez okres ciąży, dodatkowo miałam miesiąc żeby napisać pracę magisterską. Maćkiem zajmowali się więc na zmianę moja mama i Pan Inżynier. Synek ewidentnie cierpiał na brak swojej mamy, czego dowody mam teraz. Odkąd sie obraoniłam, a było to w piątek - HURRRA!!! - Maciuś musi mieć mnie w zasiegu oczu. NIe opuszcza na krok. W weekend teściowa stęskniona za wnuczkiem chciała dać nam odpocząć i położyć się z nim spać. Oj, po przebudzeniu w nocy nie był szczęśliwy. Gdy tesciowa próbowała uspokoić go śpiewaniem kołysanki, ten ze łzami powtarzał - "Tylko mama śpiewa, Ty nie". Później rozpłakał się powtarzając - " Nie cem spać, mama pyjdzie"...Jak dobrze że byliśmy za ścianą, bo nie wiem jak ta noc by się skończyła. Do tej pory zostawał u nich z radością, a teraz...:)
Ciąża rozwija się prawidłowo, ja czuję się świetnie, ale chyba to nie będzie Maja, a np. Bartuś :) Gdy lekarz dowiedział się, że chciałabym córeczkę, to stwierdził, że jednak nie może jeszcze jednoznacznie powiedzieć. No dobrze, dzidziuś ma jeszcze 3 tygodnie - do kolejnego usg, aby się pokazać dokładnie :)
I ta jesienno - zimowa pogoda....brrrr...ale nie jestem w tej niechęci osamotniona.
Pozdrawiam ciepło!
czwartek, 17 września 2009
... jest nudne i monotonne ;) Oj, powoli dopada mnie jesienna depresja i małe smuteczki, przede wszystkim z powodu kolejnych, w najlepszym wypadku 2 lat, spędzonych w domu z dzieciaczkami. A ja tak bardzo chciałabym już pracować i oderwać się od tej codzienności. Poza tym czuję się jak pasożyt na utrzymaniu Pana Inżyniera. Wiem, wiem...kobieta w domu też "pracuje", ale to nie to samo. Nadszedł okres kiedy dopadają mnie wyrzuty sumienia, że wydaję pieniądze, które Pan Inżynier zarabia, spędzając czasami w pracy 16 godzin, włączając w to czasami weekendy.
Ehhh.....a z innej beczki...
W poniedziałek byliśmy na USG. Dzidzia jest zdowa, ma 7,59 cm, widać było nóżki, plauszki, nosek i mimo, że to takie maleństwo jest niesamowicie ruchliwa, co utudniało zrobienie badania ;) A ja czuję się w ciąży świetnie.
Synek naprawił mi się ze spaniem - normalnie jestem w siódmym niebie! Przez kilka miesięcy wstwałam do niego w nocy po kilkanaście razy, a on biedy płakał i płakał, praktycznie bez powodu... a teraz od dłuższego czasu jest super (oby nie zapeszyć!). Śpi już o 21., a wstaje ok. 8. Zatem jestem wyspana i jeszcze mocniej go kocham ;)) Mam nadzieję, że kolejna dzidzia będzie podobna pod względem charakteru, bo Maciuś to Anilołek (tfu, tfu;) Posłuszny, wesoły, towarzyski, ciągle gada, zrobił się niesamowicie całuśny. Pewnego dnia byłam z nim na placu zabaw, siedział w piaskownicy, bawiąc się z innymi dzieciaczkami, natomiast ja z innymi mamami stałyśmy w pobliżu rozmawiając i obseruąc swoje pociechy. W pewnym momencie Maciuś podniósł glówkę, odszukał mnie wzrokiem i krzykną "Kocham Mamuś", uśmiechną się i wrócił do zabawy. Normalnie łzy lały mi się po policzkach.... Jak sobie pomyślę, że za kilkanaście lat jakaś baba mi go zabierze...;)))
Pozdrawiamy jesiennie!
|
|