Mama na cały etat

Wpis

piątek, 04 lutego 2011

O bełkocie słów kilka

Wielokrotnie obserwowałam małe dzieci jak uczą się mówić i zaczynają wypowiadać pierwsze słowa, ale ciągle mnie to zadziwia. Najbardziej moment w którym dziecko zaczyna gaworzyć, opowiadając całe zdania, zadając pytania, z właściwą intonacją, pauzami i wszystkim, ale... jest to taki niezrozumiały zlepek dźwięków, że aż się cżłowiek zastanawia czy ono samo faktycznie chce coś powiedzieć, czy cieszy się tylko z samej możliwości wydawania odgłosów.

Z czasem ten bełkocik staje się trochę wyraźniejszy, a przynajmniej bardziej wyartykułowany, choć często ciągle jest w pełni bełkocikiem. Ale przychodzi też dzień, że w tym niezrozumiałym potoku dźwięków naszego dziecka pojawiają się pierwsze zwroty. Nie jest to coś w stylu: chrząszcz brzmi w trzcinie, ani windy towarowe z powyłamywanymi szczeblami. Raczej w pierwszej kolejności są to imiona, bądź proste nazwy osób i rzeczy, często składające się z jednej sylaby powtarzanej w kółko. Da, da, da, da, da. Mma, mma, mma, mma. Gyyyy, gyyy, gyyy. Wiecie o co chodzi. I wtedy można już poznać, że dziecko faktycznie chce wypowiedzieć jakieś konkretne coś.

Dzieci z bełkotu wyrastają. Niestety potem czasem na starość wraca. Bełkot i przemądrzałośc. Szkoda.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
kamiladragon
Czas publikacji:
piątek, 04 lutego 2011 15:01